Reklama

Do Bartoszyc wracam, bo tu człowiek staje się ważniejszy od spektaklu

Redakcja Nowiny Bartoszyce
07/12/2025 14:04

Podczas tegorocznych Integracyjnych Warsztatów Teatralnych odbyła się premiera spektaklu „Siedem uczuć”. Aktorami byli uczestnicy Środowiskowego Domu Samopomocy w Bartoszycach, kadra instruktorska oraz wolontariusze. Wszyscy przygotowywali się do odegrania swoich ról przez kilka dni, a całość wyreżyserował Robert Cyrta. Rozmawiamy z reżyserem o jego doświadczeniach, pasjach, teatrze integracyjnym i tym, co sprawia, że Bartoszyce stają się miejscem ważnym zarówno dla uczestników, jak i twórców.

Które to już warsztaty teatralne przyciągnęły Cię do Bartoszyc i dlaczego tu?

– W tym roku odbyły się 18. warsztaty. Była przerwa dwuletnia przez pandemię. Zatem przygoda z warsztatami teatralnymi, gdzie integracja jest głównym celem, zaczęła się 20 lat temu. Co mnie przyciągnęło? Powodów jest wiele. Pierwszy, dostałem zaproszenie, z którego skorzystałem, za co jestem wdzięczny i się bardzo cieszę, że moje losy się skrzyżowały z Bartoszycami w przestrzeni teatru integracyjnego. Teatru pracy z osobami z niepełnosprawnościami, bo to jest piękne, jak można pracować teatralnie i widzieć, jak osoby odkrywają w sobie talent, odkrywają w sobie świat, mogą występować teatralnie, ciesząc się z tego, że są twórcami.

Reklama

W Bartoszycach są wspaniali ludzie, z którymi warto się spotykać, do których warto wracać. To też jest dla mnie dużą wartością.  Swoją przygodę z teatrem integracyjnym rozpocząłem już w Iławie. Zajmowałem tam się teatroterapią i  pracowałem z młodzieżą z niepełnosprawnością intelektualną i ruchową. Gdy przeprowadziłem się do Gdańska dostałem propozycję, żeby przyjechać do Bartoszyc i przeprowadzić takie warsztaty, które robiłem w Iławie. No i tak już zostało.

Poza tym Bartoszyce są miejscem dla mnie wyjątkowym i bliskim jeszcze z jednego powodu. Przez 10 lat przyjeżdżałem tu z grupą młodzieży, z teatrem, jak mieszkałem jeszcze w Iławie, na przegląd teatrów młodzieżowych „Bakcyl”, który właśnie odbywał się tu w Bartoszyckim Domu Kultury. Był to wojewódzki przegląd i co roku z młodzieżą przyjeżdżaliśmy, żeby na deskach teatru bartoszyckiego pokazywać nasze spektakle. Więc jakoś tak naturalnie Bartoszyce wpisały się w moje życie.

Reklama

Teatr jest Twoją pasją od lat. Dlaczego?

– Teatr bardzo mi pomógł poukładać moje życie. To taki trochę paradoks, ponieważ z racji tego, że teatr opowiada o rzeczach zmyślonych, a ja tu się odnoszę do życia. Teatr pomógł zrozumieć pewne mechanizmy i nauczył mnie panować nad rzeczami, na które nie mam wpływu. Z natury jestem człowiekiem nieśmiałym. Raczej nie nazwałbym siebie duszą towarzystwa. Natomiast przez zajęcia teatralne nauczyłem się odkrywać w sobie, że można jednak przezwyciężyć w sobie pewne rzeczy.

Reklama

To taki jeden aspekt, jeżeli chodzi o teatr. A drugi – przestrzeń. Zachwyciłem się teatrem jako jedną ze sztuk, ponieważ w teatrze można wyrazić wszystko. Do odkrywania teatru nie trzeba talentu, wystarczy chęć, więc teatr ze wszystkich sztuk wydaje mi się najbardziej otwarty, bo z niego mogą czerpać wszyscy. Stąd jest dla mnie taki wyjątkowy. Jest terapeutyczny, otwierający, pouczający, refleksyjny i pobudza wyobraźnię, ponieważ pracując nad spektaklem, budując rolę, zastanawiam się nad życiem, nad postacią i dzięki temu mogę przeanalizować swoje własne życie i zobaczyć, czy nie powinienem dokonać jakichś zmian w sobie.

Teatr jest inspirujący i odkrywczy i co najistotniejsze – teatr zbliża ludzi. Jedna z definicji teatru mówi o tym, że teatr to spotkanie aktora z widzem. I tak w rzeczywistości jest, ale poza spotkaniem aktora z widzem jest jeszcze jedna rzecz – budowanie zespołu. Kiedy pracuje się z grupą ludzi nad spektaklem, kiedy pracuje się z grupą ludzi w formie warsztatowej, głównym celem jest stworzenie zespołu, zbudowanie relacji. Sam spektakl jest jednym z narzędzi, żeby zbudować te relacje.

Reklama

Ephata to grupa młodych pasjonatów teatru z Gdańska. Kogo dokładnie skupia i skąd pomysł na taką nazwę?

– Ephata z greckiego znaczy „otwórz się”. Ideą teatru jest otwartość. To pierwszy klucz. Jesteśmy otwarci na widza, otwarci na sztukę i na siebie. Na siebie w znaczeniu przyjaźni, ale też na siebie jako nas w głębi. Stąd ta nazwa – „otwórz się”. Właśnie w teatrze znalazłem taką metodę na to, żeby stać się człowiekiem otwartym na ludzi, na siebie, na świat i być otwartym na każdej płaszczyźnie swojego życia. Czy to będą relacje, czy to będzie spotkanie z Bogiem – jest ta otwartość.

Reklama

Uważam, że to jest klucz do prowadzenia zajęć warsztatowych. Dlatego teatr Ephata jest teatrem otwartym. Skupiam młodych ludzi. Są to ludzie, którzy albo kończą szkołę średnią, czyli są maturzystami, albo są już studentami, więc są to osoby już pełnoletnie, które wchodzą w dorosłość. I dzięki temu możemy, wspólnie tworząc spektakle, odkrywać najróżniejsze warstwy ludzkiego życia, być otwarci na to, co niesie nam świat, być otwarci na to, co warto w tym świecie znaleźć, być otwartymi na to, co w życiu jest wartościowe.

Dlaczego warto? Dlaczego warto być dobrym? Dlaczego warto się szanować? Dlaczego warto być uczciwym? Dlaczego warto pomagać? Dlaczego warto kochać? Bo warto. Stąd się wziął cały ten pomysł. Pomysł stworzenia teatru otwartego, w którym znajdzie swoje miejsce każdy, bez wyjątku, ponieważ łączy nas jedno – ta otwartość na siebie nawzajem i chęć poznawania świata i zostawienia tego świata, który poznaliśmy, odrobinę lepszym. Właśnie przez sztukę, przez teatr. Stąd nasze spektakle, każdy ze spektakli, który robimy, niesie ze sobą przesłanie, niesie ze sobą nadzieję. Mnie bardzo cieszy, że do Teatru Ephata przychodzą ludzie, którzy tak jak ja chcą być otwarci.

Reklama

Skąd czerpiesz pomysły na spektakle?

– Pomysły same przychodzą. Życie jest pełne niespodzianek, pełne tematów, pełne wydarzeń, pełne historii, które warto opowiedzieć. Część inspiracji na spektakle wypływa z obserwacji, ale też z własnego doświadczenia, bo nie ukrywam, spektakle są też częścią mnie. Niektóre spektakle pokazują mnie więcej, niektóre mniej. Ale myślę, że jeżeli chodzi o tematykę spektakli teatralnych, które reżyseruję, a czasami zdarza się, że w niektórych gram, dotykają treści bardzo ważnych, którymi chcę się dzielić. Cieszy mnie również, że gdy przygotowujemy przedstawienie teatralne, gdy przedstawiam młodzieży pomysł, temat spektaklu jest on akceptowany i wspólnie pracujemy nad stworzeniem tego wydarzenia artystycznego. Tematyka spektaklu myślę musi być oparta o to, co dla twórcy jest ważne. Dlatego staje się dziełem sztuki. Nie jest czymś komercyjnym, co można sprzedać, ale jest czymś ważnym, wartościowym, czym można się podzielić. Takie są inspiracje i tematy spektakli.

Reklama

Czy nie wydaje Ci się, że klasyka w teatrze nieco przebrzmiewa?

– Teatr jest miejscem, które jest otwarte i na to, co było, i na to, co jest, a zarazem na to, co będzie. Sztuka się zmienia nieustająco, powstają nowe nurty, nowe kierunki, ale najważniejsze jest to, co jest istotą teatru. To właśnie przesłanie. Historia, opowieść, morał. Nasze emocje: smutek, radość, szczęście, żal, rozpacz, gniew, opuszczenie. To nas wszystkich dotyka i myślę, że z jednej strony patrząc na teatr, który używa klasyki do tego, żeby opowiedzieć o tych emocjach, czy teatru współczesnego, który używa narzędzi bardziej wyrazistych, to jednak wszystkie te nurty łączy jeden cel. Cel, który mówi o tym, że warto tworzyć teatr, warto do teatru przychodzić.

Reklama

Oczywiście można by się zastanowić nad tym, czy już dosyć tej klasyki, bo już tyle razy i na różne sposoby były przedstawiane dramaty z przeszłości. Czy to „Dziady”, czy „Romeo i Julia”, czy „Iliada”, ale jednak mimo wszystko, za każdym razem, kiedy się zaczyna pracę nad tym spektaklem, zdawałoby się, że już wszystko można było i w każdej możliwej formie zaprezentować, to jednak teatr jest tak twórczy, że każdy kolejny spektakl, każda kolejna odsłona klasyki ma szansę pokazać coś więcej. Zawsze warto więc do nich wracać. Można je zaprezentować w sposób tradycyjny, ale też współczesny, nowoczesny, gdyż teatr opowiada o ludziach, opowiada o emocjach, które nam towarzyszą od samego początku istnienia świata.

Czy teatr to przestrzeń, która nadal Cię czegoś uczy, czy raczej wchodzisz w niego jak do domu, który dobrze znasz?

Reklama

– Teatr jest nieodkryty. W teatrze nieustająco się wszystko dzieje i pod względem artystycznym, i pod względem tematycznym, i pod względem wyrazu. Wszystko się w teatrze zmienia. Teatr jest żywy, dlatego teatr jest przeciwieństwem filmu, gdzie wszystko już jest spełnione. Gdy praca nad filmem się kończy, film już zostaje w takim kształcie, w jakim jest, i już nie zostaje zmieniony. Natomiast każdy spektakl teatralny, każde wystąpienie jest czymś nowym, jest nowym odkrywaniem, nowym przeżywaniem, nowym doświadczeniem. Każdy spektakl, który jest grany na nowo, jest w czasie gry odkrywany na nowo. Na nowo jest odkrywana w nim wartość i konkretna historia. Można sto razy zagrać ten sam spektakl, sto razy przeżywać tę samą historię, sto razy odkrywać coś nowego. Teatr jest miejscem, w którym lubię przebywać. Teatr jest przestrzenią działania. Jest przestrzenią tworzenia. Jest również przestrzenią ciszy. Miejscem, gdzie można się zatrzymać i przez chwilę nie pędzić w tym świecie, tylko zatrzymać się nad tym, co wartościowe, co ważne. I to w sposób twórczy kontemplować.

Jesteś w stanie powiedzieć, ile sztuk wyreżyserowałeś i które miały dla Ciebie szczególne znaczenie?

Reklama

– Takie pytania powinny być zabronione, bo są za trudne. Jeżeli weźmiemy spektakle, które były przedstawieniami warsztatowymi, jednorazowymi, projektami lub widowiskami, jest ich bardzo dużo. Natomiast jeżeli spojrzymy na spektakle, które wyreżyserowałem od początku do końca, przygotowane od etapu scenariusza po prezentację i występy przez długi czas, dopóki tytuł nie został zamknięty, tych spektakli będzie dużo. Dokładnie ile? Trudno mi powiedzieć. Zajmuję się teatrem od 30 lat, więc tych spektakli teatralnych będzie pewnie ponad 50.

Które dla mnie są wartościowe? Wartościowe są wszystkie. Każdy spektakl, który został przez mnie wyreżyserowany, jest ważny, ponieważ jeżeli nie byłby ważny, to bym go nie pozwolił pokazywać, to bym go nie zrobił najzwyczajniej w świecie, więc każdy z spektakli jest ważny. Każdy niesie ze sobą niepowtarzalną treść, przesłanie, tęsknotę albo wspomnienie. Każdy powstał, bo chciałem się czymś podzielić z widzem, ze światem.

Z jaką grupą osób pracuje Ci się najlepiej, jeśli chodzi o teatr?

– Z każdą grupą, która jest otwarta. Pracując w przestrzeni teatru, czy to na płaszczyźnie warsztatu, czy na płaszczyźnie szkolenia, czy na płaszczyźnie tworzenia spektaklu, każda grupa, która przychodzi na zajęcia i jest otwarta na teatr, chce czegoś doświadczyć. Oczywiście zdarza się czasami, że mamy zespół, który nie do końca chciałby w tych konkretnych warsztatach uczestniczyć. Ale uczestnik jest uczestnikiem. Każdy, kto przychodzi na zajęcia teatralne, jest tak samo traktowany i tak samo się z nim pracuje. Nie ma gorszych ani lepszych uczestników. Nie ma osób, z którymi pracuje się lepiej czy gorzej. Są uczestnicy wymagający i są uczestnicy samowystarczalni. Najważniejsze w teatrze jest to, że każdy, kto doświadcza teatru, wyciąga z niego i zabiera to, co chce. Teatr nie narzuca. Teatr jest po to, żeby zmusić widza i twórcę do refleksji, żeby zastanowić się nad istotą świata. Tym jest teatr, więc jeżeli chodzi o pracę warsztatową, czy pracę z jakąkolwiek grupą, nie dzielę jej na lepszą czy gorszą. Zawsze praca twórcza jest wyzwaniem, odkrywcza, wyprawą w nieznane, zawsze z ludźmi i dla ludzi.

Co uznajesz za swój największy sukces?

– Moim największym sukcesem jest spotkanie z drugim człowiekiem. Tak jak w teatrze – nie robiłbym teatru, gdyby do niego nie przychodzili ludzie, nie chcieli dzielić się pasjami. Moją największą satysfakcją jest możliwość spotkania z przyjaciółmi, spędzenia z nimi czasu, rozmowy. Mam już swoje lata i bliżej mi do kresu niż do początku, dlatego spojrzenie na świat uległo zmianie. Nie traktuję sukcesu w kategoriach nagród czy tytułów. Sukces to dla mnie obecność. Sukcesem jest możliwość robienia tego, co lubię, dzielenia się pasjami. Sukcesem jest to, że mam wspaniałego syna i córkę. Sukcesem jest to, że mogę oglądać świat – piękny i wspaniały. To jest sukces. Sukcesem jest to, że mimo 51 lat, nie zdziadziałem i jeszcze mi się chce robić coś więcej niż tylko odhaczać obowiązki w pracy. Sukcesem jest możliwość śmiechu, radość ze spotkań z innymi, brak samotności i zgorzknienia. Sukcesem jest poczucie celu i odkrywanie każdego dnia, jak piękne jest życie. Sukcesem jest spokój wewnętrzny, świadomość, że moja ścieżka życiowa nie poszła na marne, że ktoś nade mną czuwa, że ktoś mnie prowadzi. Sukcesem jest życie i bycie sobą.

Czy oprócz teatru masz jakieś inne pasje? Co jest dla Ciebie ważne w życiu i o czym marzysz?

– Życie jest tak piękne, że nie należy ograniczać się tylko do jednej przestrzeni. Mam mnóstwo pasji, choć nie zawsze mam czas je realizować w pełni. Uwielbiam góry – to dla mnie ukojenie, spokój, miejsce, gdzie ziemia spotyka się z niebem, gdzie mogę się zatrzymać. Góry mają w sobie niepowtarzalny urok – idąc szlakiem, mam wrażenie, że czas się zatrzymuje. Lubię chwile, gdy przy źródle lub strumieniu słyszę szum wody – wtedy czuję bezpieczeństwo, bliskość z naturą i wszechobecnym.

Inną moją pasją jest historia. Uwielbiam opowieści, słuchać o wydarzeniach, przeżywać je na nowo, poznawać ludzi, którzy tworzyli historię, zarówno tę wielką, jak i codzienną. Fascynuje mnie, jak przypadek potrafił zmienić losy ludzkości. Lubię odkrywać znaczenie tych wydarzeń, bo każde spotkanie jest po coś.

Kolejną pasją są gry planszowe, przeważnie strategiczne: „Carcassonne”, „7 cudów świata”, „Na Grunwald”, które zmuszają do myślenia. Królową gier pozostają szachy, a na podium moich ulubionych planszówek znajduje się również chińska gra filozoficzna „Majang”.

Uwielbiam też książki – poezję, prozę, dramat. Lubię czytać i w ten sposób odkrywać nowe światy.

Bieganie jest kolejną pasją. Długie biegi dają mi wyciszenie umysłu, pozwalają poukładać emocje, planować działania, w tym teatralne. W czasie biegania pojawiają się nowe pomysły, a także uczę się przebaczać – odkładam na bok gniew i zemstę, zaczynam nowy dzień ze spokojem i radością.

Harcerstwo jest dla mnie równie ważne. Jestem starym harcerzem, zarówno w przenośni, jak i realnie. Harcerstwo łączy wędrówkę, przyrodę, spotkania, odkrywanie i naukę, uczy odpowiedzialności i braterstwa. Bycie harcerzem trwa przez całe życie, nie tylko w mundurze.

Jeżeli chodzi o marzenia – główne to, aby moje życie dalej było takie jak teraz: otwarte, pełne dobrych ludzi, doświadczeń i pasji. Z mniejszych marzeń: chciałbym odkryć jeszcze góry, w których nie byłem, skoczyć ze spadochronem, zdobyć patent żeglarza, zbudować własny teatr, a przede wszystkim mieć wokół siebie ludzi, z którymi dobrze się rozumiem.

- Dziękuję za rozmowę.

Aneta Przybyłek

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości