Reklama

Wielka Gra Imperiów na naszym podwórku. Zanim zapłonął Frydland, historia przemaszerowała przez Bartoszyce i Sępopol

Dla wielu z nas Bartoszyce, Sępopol czy Górowo Iławeckie to po prostu miejsca codziennego życia. Rytm wyznacza tu praca, szkoła i lokalne sprawy. Tymczasem ponad dwieście lat temu, w 1807 roku, te spokojne dziś miasteczka i otaczające je wsie stały się krwawą szachownicą, na której cesarz Napoleon Bonaparte i rosyjski głównodowodzący generał Levin Bennigsen rozgrywali partię o najwyższą stawkę – dominację w Europie i przetrwanie imperiów.

Aby zrozumieć, dlaczego w czerwcu 1807 roku setki tysięcy żołnierzy biegały z bagnetami po naszych polach, musimy spojrzeć na ten wielki teatr wojny od samego początku.

Zimowy koszmar i klucz do letniej ofensywy

Wszystko miało swój początek jesienią 1806 roku, gdy napoleońska machina dosłownie rozjechała potężną armię pruską pod Jeną i Auerstedt. Pruski król salwował się ucieczką do Królewca, a na ratunek upadającemu sojusznikowi ruszył rosyjski car Aleksander I. Zimą z 1806 na 1807 rok wojna przeniosła się do Prus Wschodnich. I tu Francuzi, przyzwyczajeni do błyskawicznych triumfów, ugrzęźli w przerażającym mrozie i błocie.

Reklama

Punktem kulminacyjnym tamtej zimy była rzeź pod Iławą Pruską (dzisiejszy Bagrationowsk, rzut beretem od Górowa Iławeckiego), stoczona na początku lutego w potężnej zamieci śnieżnej. Zamarznięta ziemia spłynęła krwią, a nierozstrzygnięta bitwa zmusiła obie strony do przeczekania zimy. Napoleon wiedział jednak, że nie może ruszyć dalej na wschód, dopóki na jego tyłach broni się Gdańsk. Gdy ostatecznie, 26 maja 1807 roku, potężna gdańska twierdza skapitulowała, cesarz miał rozwiązane ręce. Uwolnione oddziały mogły ruszyć prosto na Warmię.

Fatalny błąd i przebudzenie lwa pod Dobrym Miastem

Czerwiec 1807 roku miał zadecydować o wszystkim. Francuzi szykowali się do ofensywy, ale nieoczekiwanie ubiegli ich Rosjanie. Na początku miesiąca gen. Bennigsen postanowił zamknąć w kleszczach i zniszczyć osamotniony francuski korpus marszałka Michela Neya stacjonujący wokół Dobrego Miasta. Ofensywa ruszyła, ale zawiodła fatalna koordynacja rosyjskich dowódców i niezwykły zmysł taktyczny Neya, który walcząc, wyrwał się z pułapki.

Reklama

Atakując Neya, Bennigsen popełnił błąd, który kosztował go kampanię – obudził lwa. Napoleon natychmiast poderwał całą Wielką Armię. Rosyjski dowódca, który jeszcze przed chwilą był myśliwym, z przerażeniem zorientował się, że staje się zwierzyną, a Francuzi próbują odciąć mu drogę odwrotu na Królewiec. Rozpoczął się gorączkowy odwrót.

Krwawy impas pod Lidzbarkiem

Uciekający Rosjanie dotarli do Lidzbarka Warmińskiego (Heilsberga), gdzie 10 czerwca stanęli do rozpaczliwej bitwy. To tu doszło do krwawego impasu. Wojska francuskie, prąc z furią na świetnie przygotowane rosyjskie reduty, wykrwawiały się na potęgę. W tych strategicznych manewrach kluczowe stawały się lokalne trakty – jak choćby trasa na Górowo Iławeckie, o którą zaciekle walczyły oddziały francuskie, próbując oskrzydlić wroga.

Reklama

Mimo gigantycznych strat z obu stron, opór Rosjan pozwolił im przetrwać najgorsze. Bennigsen wiedział jednak, że utrzymał pozycję tylko na chwilę. Pętla wokół jego armii zaciskała się z każdą godziną. Musiał uciekać dalej.

Nocny odwrót. Szlak przez Bartoszyce i Sępopol

Nadeszła noc z 11 na 12 czerwca. Decyzja mogła być tylko jedna: porzucić obóz warowny. To właśnie wtedy nasza okolica stała się główną arterią wielkiej wojny.

Pod osłoną ciemności, zszokowana i zmęczona armia rosyjska ruszyła prawym brzegiem Łyny. Tysiące żołnierzy, setki wozów taborowych i ocalała artyleria w pośpiechu przemierzały szlak wiodący prosto na Bartoszyce. Zapiski historyczne wspominają, że przez krótką chwilę rosyjski sztab rozważał nawet wydanie walnej bitwy właśnie tu, na rogatkach dzisiejszych Bartoszyc. Strach przed oskrzydleniem przez wojska napoleońskie wziął jednak górę. Rzeka uciekinierów przetoczyła się dalej, przez Sępopol, gorączkowo szukając bezpiecznych przepraw i gubiąc po drodze resztki zapasów.

Reklama

Morderczy pościg i polskie nadzieje

Za uciekającymi natychmiast ruszyli Francuzi, dla których nasze tereny stały się trasą morderczego pościgu. Wśród ścigających maszerowali ci, dla których ta wojna miała znaczenie szczególne – Polacy.

Dywizja dowodzona przez samego generała Jana Henryka Dąbrowskiego w zaledwie kilka dni pokonała ponad 150 kilometrów. Szli dniami i nocami, w ulewnym deszczu, bez zaopatrzenia, niejednokrotnie bez butów. Przemierzając szlaki od Dobrego Miasta w kierunku dzisiejszej granicy, padali z wyczerpania, ale napędzała ich wiara. Wiedzieli, że sukces w tej kampanii oznacza zmartwychwstanie Polski. I nie mylili się.

Reklama

Frydland. Fatalna pułapka i nowy porządek

Finał tej gonitwy rozegrał się 14 czerwca tuż za dzisiejszą polsko-rosyjską granicą, we Frydlandzie (dzisiejszym Prawdinsku). Generał Bennigsen, który jeszcze dwa dni wcześniej kluczył wokół naszych miast, popełnił tam ostateczny, katastrofalny błąd. Ustawił swoją armię w zakolu rzeki, pozbawiając się przestrzeni do manewru i odcinając sobie drogę ucieczki.

Napoleon uderzył z bezlitosną siłą. Szarża korpusu Neya zepchnęła stłoczonych Rosjan prosto do Łyny. Ci, którzy nie polegli od francuskich bagnetów i miażdżącego ognia artylerii, tonęli w nurtach rzeki. Bitwa zakończyła się pogromem. Miesiąc później, na tratwie zakotwiczonej na rzece Niemen w Tylży, car Aleksander I i cesarz Napoleon podpisali pokój. Dla nas oznaczał on jedno – na mapę Europy, po latach zaborów, wróciło Księstwo Warszawskie.

Reklama

Dziś, spacerując brzegami Łyny w Bartoszycach, Sępopolu czy Lidzbarku, warto przystanąć na moment. Ponad dwa wieki temu ta ziemia drżała pod butami setek tysięcy żołnierzy, a w powietrzu unosił się zapach prochu i strachu. To właśnie na naszych, lokalnych drogach rozpędzona machina historii gnała po zwycięstwo, które ostatecznie wyrwało Polskę z niebytu. Zwykłe drogi, niezwykła historia.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Romero - niezalogowany 2026-06-12 18:51:19

    Super tekst, super wiedza autora. Brawo!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości