Sępopolscy pszczelarze, jak co roku zebrali się na spotkaniu integracyjnym. Tym razem w gościnnych progach siedziby Koła Gospodyń Wiejskich w Sępopolu. Było sympatycznie, smacznie i merytorycznie. Ważnym tematem poruszanym podczas spotkania było stosowanie przez rolników i sadowników środków ochrony roślin i innych preparatów.
W Rejonowym Kole Pszczelarzy w Sępopolu działa ponad siedemdziesięciu pasjonatów tych pracowitych owadów. Nie tylko mężczyźni, jest też kilka kobiet, które bardzo dużo wnoszą do społeczności sępopolskich bartników. Jedna z nich, Maria Kapuścińska czynnie pracuje we władzach koła.
— Pszczelarstwo ma wiele zalet, bo oprócz pozyskiwania smacznego i zdrowego miodu, przebywanie z pszczołami dobrze wpływa na nasze zdrowie. Nasze podopieczne, mimo tego, że o nie dbamy żądlą, jednak to bardzo dobrze wpływa na nasze zdrowie, zwłaszcza na odporność, która jest tak ważna w obecnych czasach — podkreśla Mieczysław Polonis, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Sępopolu.
Ważnym tematem poruszanym podczas spotkania było stosowanie przez rolników i sadowników środków ochrony roślin i innych preparatów. Okazuje się, że to duży problem. Choć większość rolników wie, że powinni wykonywać zabiegi po zakończonych lotach owadów zapylających, a także zachowywać minimalne odległości od pasiek (tj. min. 20 m dla opryskiwaczy polowych i sadowniczych), to zdarzają się przypadki wykonywani w nieodpowiednim czasie.
— Latem dzień jest już długi. Pszczoły na uprawach mogą się pojawiać do późnego popołudnia. Nawet, jeśli środki, które są używane przez rolników nie są trujące, mogą być dla pszczół niebezpieczne. Może tak być z powodu zapachu preparatu. Spryskany nim owad poleci do ula, ale pszczoła strażniczka nie wpuści go tam. A pszczoła w pojedynkę nie przetrwa — tłumaczy Stefan Wojnicz, pszczelarz z Lisek.
Warto wiedzieć, że łamanie przepisów może skończyć się utratą dopłat otrzymywanych z Unii Europejskiej.