Reklama

Ludzkie losy. Historia szewca z Sępopola

Redakcja Nowiny Bartoszyce
08/01/2023 21:09

W pięknym miasteczku Sępopol mieszka dobry szewc, słynny na całą okolicę. Nikt nie może dorównać jego mistrzostwu i zewsząd przybywają ludzie pragnący naprawiać obuwie. Tak od dawna, od ponad 46 lat uprawia swoje rzemiosło z wielką starannością. Sława o nim obiegła dalekie okolice…

Tak mogłabym zacząć opowiadać bajkę o szewcu. Jednak to nie bajka, to samo życie. Pan Jan Duda urodził się prawie 70 lat temu w Górowie Iławeckim. Mieszkał z rodzicami w leśniczówce w Małej Woli. Tata Michał pracował w lesie jako drwal, a mama Katarzyna zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowywała dzieci. Przepiękne okolice słynęły z bogatego runa leśnego. Na jagody, grzyby przyjeżdżało dużo ludzi z okolic. Z Bartoszyc często zaglądał tu pan szewc Łupicki z kolegami. Stawiali samochód blisko leśniczówki, nieraz prosili Janka o pokazanie miejsc grzybowych. Chłopak lubił tych grzybiarzy, bo żartowali, a nieraz czymś poczęstowali. Kiedy Janek skończył szkołę podstawową, pan Łupicki zaczął namawiać go, żeby uczył się szewskiego rzemiosła. Z kolei miejscowy leśniczy koniecznie chciał, żeby Janek został gajowym.

Ot taki nieprestiżowy zawód
– Nie wiedziałem wtedy, jaki zawód chciałbym mieć – wspomina Jan. – Las znałem od podszewki. Bartoszyce wydawały mi się większym miastem, trzeba było pójść do szkoły zawodowej. Babcia stanowczo zarządziła, żebym poszedł dalej się uczyć, twierdząc, że wystarczy w domu jednego leśnika. Szewc Łupicki dużo opowiadał o swoim zakładzie, który mieścił się za Bramą Lidzbarską w Bartoszycach. Opowiadał też o synu Franku, który skończył zawodówkę, ale nie chciał iść do pracy w wyuczonym zawodzie, bo chciał zostać szewcem. Namawiał mnie, że razem z Frankiem będziemy na praktykach uczyć się rzemiosła szewskiego, a we dwóch będzie nam raźniej. I tak to się zaczęło.
Uczyłem się w szkole zawodowej, a szewskie tajniki poznawałem u pana Łupickiego. My, młode chłopaki, trochę wstydziliśmy się naszego przyszłego zawodu. Czarne fartuchy, narękawniki, czernidła, mazidła, pasty, kleje, mnóstwo butów – nieraz byliśmy upaćkani. Ot taki nieprestiżowy zawód. A dziewczyny przynosiły buty i się z nas śmiały. Ech…
Na początku swoich praktyk Janek i Franek uczyli się reperacji różnego typu obuwia. Było bardzo dużo pracy, nieraz i naprawy butów trwały do nocy. W Bartoszycach mieściło się 5 zakładów szewskich i wszyscy mieli pełne ręce roboty. Buty przynosili mieszkańcy, wojskowi i inni mundurowi. Często, jak żartuje Jan, przybiegały dziewczyny z krawiectwa, żeby coś tam w bucikach naprawić.
Na trzecim roku praktyk chłopcy szyli pantofle, tzw. bitlesy. Buty wykonywali na sprzedaż lub na zamówienie. Sami robili pomiary i przy pomocy swojego nauczyciela szyli buty. Często uczyli się na własnych błędach, bo to jednak sztuka uszyć porządne, lśniące buty, które nie uwierają właściciela i świetnie wyglądają. Trzeba było precyzyjnie wykonywać detale. Każdy szewc robi to po swojemu, dobiera też różne materiały. But musi być wygodny i dobrej jakości. Jak się mówi, z wyższej półki. Wtedy klient będzie zadowolony, a buty posłużą latami.

Pantofle na sznurku
Janek pamięta, jak w latach 50. chodził nieraz z babcią do kościoła. Babcia szła w zwykłych kaloszach, a porządne pantofle niosła ze sobą związane sznurkiem. Niedaleko kościoła kalosze chowała w trawie i zakładała pantofle. W tamtych czasach, jeśli ktoś posiadał porządne buty, był uważany za majętnego. Ludzie bardzo dbali o obuwie i je szanowali. Zazwyczaj wtedy było ono wykonywane z dobrze wyprawionej skóry. Nie tylko góra buta, ale też i wnętrze. Skórę trzeba było pastować.
- A te buty! – śmieje się szewc, - bardzo prosty, skromny babci strój w połączeniu z eleganckimi pantoflami tworzył bardzo stylową całość, ona nawet poruszała się w nich inaczej.

Skierowanie do Sępopola
Wyuczony zawodu szewca Janek poszedł do pracy do innego zakładu szewskiego w Bartoszycach, który znajdował się naprzeciwko baru mlecznego. Tam szyli bardzo dużo obuwia scenicznego do zespołów tanecznych, do zakładów „Morena”, do Łabędnika. Wykonywali po kilkadziesiąt par czerwonych kozaków. Cholewkarze (kamasznicy) szyli wierzchy butów, a szewcy ciągnęli te wierzchy na kopyta i wykonywali buty na obcasach. W 1976 roku Spółdzielnia Wielobranżowa w Bartoszycach skierowała szewca Jana do pracy do Sępopola. Tu było kilka zakładów szewskich. Janek zaczął pracować w zakładzie Adama Malinowskiego. W odwiedziny do zakładu często zaglądał emerytowany starszy szewc, pan Kołodziejczyk.
– To był solidny fachowiec – opowiada Jan. – Dużo mi podpowiadał, uczył, podarował mi taki oto potrzebny do pracy młoteczek, który mam go do tej pory. Na tym samym zydlu (taborecie -przyp. red.) siedzę też od 1976 roku. Pracy wtedy było tak dużo, że musiałem zatrudnić pomagierów. W naszej roszarni była straż pożarna, a strażakom przydzielano buty na jakiś okres. Zelówki w butach były skórzane, szybko się ścierały i trzeba było wymieniać spody. Buty przynosili w workach po 10 par. Nieraz do późnego wieczora schodziło się z naprawami. Reperowałem buty dla pracowników Stadniny Koni w Liskach, dla pracowników gospodarstwa w Domaradach. W latach stanu wojennego brakowało obuwia. Wtedy ludzie przynosili bardzo dużo butów do naprawy. Pracowało się…

Zostawił Toruń dla Sępopola
Zawsze przykuty do tego miejsca, do swojego zydla. W zakładzie jest też drugi taboret, który stoi od zawsze, bo jedni wpadają na chwilę, żeby dać buty do naprawy czy odebrać, a inni usiądą i porozmawiają.
Z tym przykuciem do Sępopola, wiąże się też pewna historia z życia młodego Janka. Na początku pracy w Sępopolu, w 1978 roku, do zakładu przyszedł pewien klient, przyniósł gazetę, w której było zamieszczone ogłoszenie od starszego szewca. Samotny mistrz, mieszkający w Toruniu, szukał młodej osoby, najlepiej związanej z rzemiosłem szewskim, żeby móc przekazać swój zakład, swoją wiedzę i umiejętności w dobre ręce. Nie chciał zmarnować dorobku. Janek z bratem pojechali do Torunia poznać tego pana. Szewc przyjął braci bardzo gościnnie, zaprosił na obiad. Na obiad przybyli też znajomi i koledzy szewca, jak się potem okazało, zostali zaproszeni na tzw. rozpoznanie. Prawnicy, adwokat, lekarz wydali dobrą opinię o młodym człowieku, więc szewc powiedział Jankowi, że nadaję się na jego następcę. Jan później kilka razy jeździł do Torunia. Bardzo podobało mu się piękne miasto i zachwycony był stukotem tramwajów. Wszystko było zupełnie inne niż w Sępopolu czy Bartoszycach.
– Jaki fajny, zadbany był zakład – wspomina szewc. – Najlepsza była tam maszyna Singer łaciarka. Właściciel pokazał mi Toruń, pojechaliśmy do Izby Rzemieślniczej, żeby złożyć papiery na uzyskanie dyplomu mistrza. Chciał mnie tam już zameldować, więc musiałem wrócić, aby wymeldować się ze swojej leśniczówki, bo tam byłem zameldowany, a do pracy do Sępopola dojeżdżałem. Wróciłem niby na chwilę. Mama nie była zadowolona, że tak daleko wyjadę, przerażało ją duże miasto. Zacząłem porządkować zakład do swojego odejścia. Tak się złożyło, że przyszła jakaś pani i przyniosła do naprawy buty. Mówię jej, że już ich nie zrobię, bo wyjeżdżam. Odmówiłem usługi. Zdenerwowana wyszła. Za jakiś czas dzwoni telefon, który stał tutaj na oknie, taki na korbkę. Pan Fryderyk Kupis, naczelnik Miasta i Gminy, poprosił, żeby do niego zajść. No jak trzeba, to trzeba, poszedłem. Przeprowadził ze mną rozmowę. Powiedział, że to jego żona, nauczycielka, przyniosła do mnie buty, a ja powiedziałem, że wyjeżdżam i nie naprawię. Pan naczelnik był bardzo zmartwiony moją decyzją i prosił jeszcze raz ją przemyśleć. Mówił, że mam tutaj bardzo dobrą opinię, że zrobi wszystko, żeby mnie zatrzymać, bo ludziom jest potrzebny dobry fachowiec, a bez dobrego szewca będzie źle. Wypisał nawet dla mnie przydział na mieszkanie. Pan Kupis zawsze walczył i dbał o lokalnych, małych przedsiębiorców.
Janek zastanawiał się. Piękne miasto Toruń i profesjonalny zakład szewski śniły się po nocach. Tylko znów zadzwonił ten telefon na korbkę, który stał na oknie. Nieznajomy pan powiadomił, że stary szewc nagle zmarł w Toruniu. Nie było już do kogo jechać, nie było po co. Nie wiadomo też co się stało z tym zakładem, a Jan Duda jednak naprawił buty pani Kupisowej.

Szkoda, że nie ma następców...
W kwietniu 1980 roku ożenił się z Halinką, która ma obok zakład fryzjerski. Wtedy był tam jeszcze zakład krawiecki. Jan z Halinką zamieszkał w przydzielonym przez pana naczelnika mieszkaniu. Do dziś Jan na swoim sędziwym zydlu siedzi i reperuje obuwie. Spogląda przez to okno na Plac Spółdzielczy w Sępopolu. Tylko nie ma już telefonu na korbkę. Pracy nie brakuje. Dzisiaj on nie tylko reperuje buty, ale też naprawia torebki, plecaki, paski. Dwa razy w tygodniu jeździ do Korsz, bo tam też potrzebują jego usług. Przywożą dużo obuwia do reperacji z okolic, nawet z Reszla, Mrągowa i Biskupca. Przekazują przez rodzinę i znajomych.
Moją rozmowę z panem szewcem ciągle przerywają klienci. Dobry fachowiec ma pełne ręce roboty. Każdego wita z uśmiechem. Ktoś przyniósł adidasy do sklejenia. Wydawało się, że tylko trochę, ale pan Jan pokazuje jak w dzisiejszych butach rozkleja się całe wnętrze i trzeba solidnie to naprawić. Następnie pani prosi o poradę, bo chce w swoich ulubionych butach mieć niższe cholewki. Szewc bierze knyp (nóż) i już działa. Potem wymienia fleki z najlepszych gum, zelówki, zamki, reperuje zapiętki. Nasz szewc to dobry człowiek, całym sercem oddany jest swojej pracy. Mówi, że łatał buty, łata i tak już zostanie do końca. Szkoda tylko, że Jan nie ma następców. Zawód szewca zanika. Nowoczesne buty ze sztucznego tworzywa nawet nie nadają się do naprawy. Zmieniają się mody, kształty, materiały obuwia. Wszystko się niby zmienia…
Może i na zawód szewca ktoś spojrzy inaczej, może kiedyś do zakładu szewca wejdzie młoda mama z synkiem i powie: „Zobacz, to jest pan szewc, jak zepsuje się but czy plecak, to nie musimy go od razu wyrzucać, pan na pewno potrafi wszystko naprawić”.

Ałła Zarembo
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Danka - niezalogowany 2023-01-09 07:03:11

    Bardzo dobry fachowiec i sympatyczny człowiek.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Tom - niezalogowany 2023-01-09 08:33:34

    Fachowiec na wagę złota

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kaczka - niezalogowany 2023-01-12 10:37:58

    Dobry szewc pamietam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości