Smog unoszący się nad osiedlami, fotopułapki śledzące dzikie wysypiska, bezdomni szukający schronienia przed mrozem i nietypowe interwencje z udziałem dzikich zwierząt – Straż Miejska w Bartoszycach działa dziś na wielu frontach. O tym, jak w praktyce wyglądają kontrole domowych kotłowni, czy mieszkańcy rzeczywiście stają się bardziej „eko” oraz z jakimi problemami miasto mierzy się zimą, rozmawiamy z Jerzym Szostakiem, komendantem Straży Miejskiej w Bartoszycach
— Panie komendancie, temat ochrony środowiska zdominował debatę publiczną. Jak w praktyce wyglądają kontrole domowych kotłowni w Bartoszycach?
— Musimy zacząć od podstaw prawnych, bo strażnik nie wchodzi na posesję „na słowo”. Działamy na podstawie upoważnienia wydanego przez Burmistrza Miasta, opartego o artykuł 379 ust. 2 Prawa ochrony środowiska z 2001 roku. Każdy strażnik musi okazać legitymację. Kontrolujemy nie tylko to, co ląduje w piecu, ale też ogólny porządek i czystość na posesji. Interweniujemy, gdy widzimy czarny, gęsty dym lub czujemy charakterystyczny zapach palonego plastiku czy gumy. Często sygnał dostajemy od sąsiadów, którzy mają prawo reagować, gdy ktoś zatruwa im życie.
— Wielu mieszkańców broni się mówiąc, że palą węglem, a dym i tak jest czarny. Jak odróżniacie „złą obsługę” pieca od spalania odpadów?
— To bywa łamigłówka. Wiemy, że mokry węgiel czy miał też mogą generować ciemny dym. Jednak jeśli strażnik stwierdzi naocznie obecność butów gumowych, opon, płyt meblowych nasączonych klejami czy kolorowych gazet w palenisku, nie ma mowy o pomyłce. Ustawa o odpadach w artykule 191 wyraźnie zakazuje spalania takich rzeczy w domowych instalacjach. W sytuacjach spornych, gdy ktoś uporczywie dymi, a my nie możemy go złapać na gorącym uczynku, pobieramy próbkę popiołu. Wysyłamy ją do laboratorium WIOŚ w Olsztynie. To ostateczność, bo koszt badania to dla gminy tysiąc złotych, a ewentualna grzywna zasądzona przez sąd trafia do Skarbu Państwa, nie do budżetu miasta.
— Czy Bartoszyce stają się „eko”? Jak zmienia się mentalność mieszkańców?
— Jest ogromny progres. Kiedyś na działkach czy osiedlach domków jednorodzinnych jesienią było czuć tylko dym. Dziś ludzie korzystają z programów typu „Czyste Powietrze”, montują pompy ciepła i nowoczesne piece. Działki ogrodowe bardzo się zmieniły – to już nie są te same miejsca co 20 lat temu, tam zaszła prawdziwa rewolucja, jeśli chodzi o czystość. Oczywiście wciąż zdarzają się „twardziele”, którzy palą byle czym w nocy, myśląc, że nikt nie widzi. Bywają też sytuacje ludzkie – starsza, samotna osoba, której ktoś podrzucił coś do pieca; wtedy stosujemy pouczenie zamiast mandatu. Ale generalnie ekologiczna świadomość jest znacznie wyższa.
— A co z czystością na ulicach? Czy fotopułapki faktycznie działają na wyobraźnię?
— Zdecydowanie tak. Mamy kilka fotopułapek na terenie miasta, do tego dochodzi monitoring i kamery samochodowe samych mieszkańców. Ludzie wiedzą, że podrzucenie śmieci pod wiatę czy przystanek może ich słono kosztować. Najbardziej cieszy mnie, że turyści, nawet z zagranicy, chwalą Bartoszyce za czystość. Jako miasto zainwestowaliśmy w kosze na śmieci – kiedyś można było przejść 5 kilometrów i nie spotkać ani jednego, co było absurdalne. Dziś są wszędzie, choć ich opróżnianie dwa razy w tygodniu to spory koszt dla miasta.
— Przejdźmy do spraw trudniejszych. Zima to najcięższy czas dla bezdomnych. Ilu ich obecnie przebywa „pod chmurką”?
— Latem na ławkach i deptaku naliczyliśmy około 16 osób. Obecnie, według raportu na sesję Rady Miasta, jest ich około siedmiu do dziewięciu. Raz w tygodniu wraz z pracownikiem MOPS-u prowadzimy monitoring ich miejsc przebywania. Rozdajemy im wtedy gorącą kawę i kanapki ufundowane przez burmistrza. Zachęcamy ich do schroniska, gdzie mamy ponad 50 miejsc, a obecnie zajętych jest tylko około 37.
— Dlaczego zatem te kilka osób wciąż wybiera klatki schodowe zamiast schroniska?
— Główną barierą jest alkohol. Schronisko oferuje warunki niemal hotelowe – czysta pościel, szafka, sanitariaty, telewizor, gorący obiad. Ale warunkiem jest trzeźwość. Niektórzy wolą koczować w niebezpiecznych warunkach, byle zachować źle pojmowaną „wolność” od regulaminu. Czasem to też kwestia finansowa – osoby z rentą czy emeryturą muszą oddać część świadczenia (ok. 500 zł) na utrzymanie w noclegowni. Wybierają więc klatki schodowe w blokach bez domofonów, co jest uciążliwe dla mieszkańców.
— Wspomniał Pan jednak o jednym wyjątkowym przypadku „przebudzenia”...
— Tak, mamy takiego mieszkańca, Krzysztofa. Pił przez 30 lat na umór, nie dawałem mu długiego życia. Od sierpnia nie pije, przytył, pije tylko mleko i sam przyszedł zameldować mi tę zmianę. Stał się przykładem dla innych bezdomnych, że z tego dna można się odbić. To pokazuje, że nasza praca, to ciągłe zachęcanie i monitorowanie, ma sens.
— Na koniec temat zwierząt. Straż Miejska w Bartoszycach obsługuje aż sześć umów związanych z fauną. Co one obejmują?
— To kompleksowy system. Mamy umowę ze schroniskiem w Pudwągach dla psów, ale też na sterylizację i kastrację kotów. Co ciekawe, mamy też zabezpieczenie dla zwierząt gospodarskich w Galinach. Kiedyś konie uciekły właścicielowi i dotarły aż na tory kolejowe – musieliśmy je przetransportować i zabezpieczyć, dopóki właściciel się nie odnalazł. Do tego dochodzi współpraca z fundacją Albatros z Bukwałdu w sprawie rannych ptaków oraz całodobowa opieka weterynaryjna firmy Eskulap.
— Słyszeliśmy też o nietypowych interwencjach z dzikimi zwierzętami...
— Był lis, który przez 5 miesięcy terroryzował okolice szkoły i placu Konstytucji. Złapaliśmy go do specjalnej żywołapki i wywieźliśmy do lasu na Dąbrowę. Mieliśmy też łosia, który ważył ze 300 kilo. Niestety, zwierzęta dzikie w mieście często kończą tragicznie na płotach czy w kolizjach. My staramy się działać humanitarnie – jeśli zwierzę jest ranne i nie ma szans na ratunek, musimy je uśpić, by skrócić cierpienie. Ale sukcesów jest więcej – dzięki mediom społecznościowym zwracamy właścicielom ponad 90 proc. zagubionych psów, zanim w ogóle trafią do schroniska.
— Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brednie, zal.pl
Brednie, zal.pl