— Gdyby ktoś mnie zapytał bez czego nie mogłabym żyć, to oprócz fundamentalnych wartości, jakie daje mi Bóg, rodzina i praca, nie mogłabym istnieć bez gór, poezji i pasji do fotografowania. To wiem, że odebranie mi czegokolwiek z tego repertuaru, na pewno zraniłoby moją wrażliwość dotkliwie — mówi Aneta Przybyłek, bartoszycka poetka, z którą rozmawia Jerzy Sałata.
— W Dźwierzutach rozstrzygnięto III Wojewódzki Konkurs Poetycki „Z polskiégo na nase”. Tegoroczną laureatką tych zmagań poetyckich została Aneta Przybyłek z Bartoszyc. Jak to się stało, że widać Ciebie w innych regionach naszego województwa, a nawet w Szydłowcu, o Tobie mówią?
— To takie niespodzianki od losu, którym jednak trochę dopomogłam, aplikując wiersze. W Dźwierzutach w Gminnym Ośrodku Kultury już trzeci rok latem, przy okazji sympozjów naukowych dotyczących naszego regionu, odbywają się wojewódzkie konkursy poetyckie „Z polskiégo na nasé”. Rekomenduje je pani Ewa Dolińska-Baczewska, dyrektor tejże placówki kulturalnej. W lipcu tego roku drugi raz odebrałam wyróżnienie w tym konkursie. Cieszę się oczywiście ogromnie. Tym bardziej że nagrodzony wiersz „Pani Poezja” został przetłumaczony na gwarę mazurską przez pana Pawła Szutowa. Brzmi bardzo ciekawie. Skojarzyłam, że niektóre wyrazy były na co dzień używane przez moich dziadków.
Natomiast w Szydłowcu uczestniczyłam w III Warsztatach Literackich zorganizowanych przez Wydawnictwo św. Macieja Apostoła, na czele z redaktorem panem Edwardem Przebieraczem. W czasie tych warsztatów został zorganizowany, na terenie szydłowieckiego zamku, Konkurs Jednego Wiersza. Jako że był to Dzień Matki wybrałam wiersz o Maryi. Został on doceniony przez jury i zajął pierwsze miejsce. Bardzo mnie to ucieszyło.
W Szydłowcu o mnie raczej nie mówią. Być może za sprawą innego wiersza -"Szydłowiecka Zosia”, który w konkursie literackim „Historia Zośki” uzyskał drugie miejsce, coś kiedyś o mnie, na szydłowieckim rynku, szepną.
— Piszesz, od wielu lat. W którym momencie Twojego życia znalazłaś odpowiednią „nitkę” weny twórczej i za nią pociągnęłaś?
— Nitka weny poetyckiej wplotła się w mój życiorys w październiku 1993 roku. Wówczas byłam w trzeciej klasie bartoszyckiego liceum ogólnokształcącego. Tak więc mija już 30 lat, odkąd wena mnie męczy. Może to niezbyt ładne stwierdzenie, ale tak właśnie jest. Piszę dużo i w różnych okolicznościach, bo czuję taką potrzebę. Po pierwsze ze względu na swoje emocje, które w ten sposób porządkuję, a po drugie z powodu chęci utrwalenia tego, co obserwuję w otoczeniu. Zarówno w ludziach, jak i w naturze. Niejednokrotnie historia jakiegoś człowieka była dla mnie inspiracją.
— Pamiętam Twoje pierwsze kroki w Bartoszyckiej Grupie Literackiej „Barcja”. Trzeba przyznać, że ta „nitka” się Ciebie trzyma. Wielokrotnie zostawałaś laureatką konkursów im. Leonarda Turkowskiego, wydałaś w niewielkiej ilości tomik wierszy „Ścieżki mego życia”, a nawet w 2014 roku zostałaś uhonorowana przez olsztyńską Fundację Środowisk Twórczych, w kategorii poezja, nagrodą w konkursie „Talent Roku”. Czy te wydarzenia były istotne dla Twojej wrażliwości poetyckiej?
— Bartoszycka Grupa Literacka „Barcja” wiodła mnie przez 8 lat. Potem ścieżka mi skręciła, co nie znaczy, że Grupa nie pozostała bliska. Cieszę się z 40 lat aktywnych dokonań poetyckich osób, które ją nadal tworzą. A panu gratuluje determinacji i wytrwałości w tworzeniu, niewątpliwie ważnej, gałęzi kulturalnej naszego miasta.
Wspomniany tomik, w bardzo ograniczonym nakładzie, był tylko pewną próbką poetycką. Testem jak zostanę odebrana. Nie miał numeru ISBN. Trafił do niewielu wybranych osób. W całości został przygotowany przez mojego kolegę Piotra Hoczyka. Wydrukowany i oprawiony w Toruniu. Piotr mnie zmotywował do pokazania wierszy, ponieważ uznał, że są tego warte. I chyba, gdyby nie jego upór, nic by z tego do dziś nie było. Dzięki niemu krążą nagrania po Internecie, na kanale YouTube, w interpretacji Dariusza Trojanowskiego, którego głos cieszył kiedyś miłośników radia „Las Vegas” w Ciechocinku i do dziś, z powodzeniem, zapoznaje wczasowiczów i kuracjuszy z historią tego urokliwego miasteczka.
Natomiast nagroda Olsztyńskiej Fundacji Środowisk Twórczych, tytułowana jako „Talent Roku” była jak podmuch wiatru w żagle. I wtedy już popłynęłam w poezji. I tak płynę do dziś bez nadziei, że się zatrzymam. Gdyby ktoś mnie zapytał bez czego nie mogłabym żyć, to oprócz fundamentalnych wartości, jakie daje mi Bóg, rodzina i praca, nie mogłabym istnieć bez gór, poezji i pasji do fotografowania. To wiem, że odebranie mi czegokolwiek z tego repertuaru, na pewno zraniłoby moją wrażliwość dotkliwie.
— Tematyka Twoich wierszy zadziwia Czytelnika. Skąd bierze się ta różnorodność?
— Zadziwia? Już samo to mnie cieszy i buduje. Z tej radości bierze się właśnie chęć do tak różnorodnych wątków lirycznych. Piszę głównie o górach, kwestiach duchowych, egzystencjalnych, dużo o uczuciach. Dlatego też tomik, który planuje wydać, będzie tak podzielony, by wszystko to uwzględnić. I wtedy się okaże, czy ta różnorodność nadal będzie zadziwiać, czy już, ze względu na liczne publikacje wierszy na moim profilu FB, będzie raczej oswojona.
— Pracujesz i mieszkasz w Bartoszycach. Jesteś częstym gościem w Grądach Węgorzewskich. Najbardziej zakorzeniła się w Tobie miłość do gór. Ale po kolei. Jak to wszystko wygląda od Twojej strony?
— W Grądach Węgorzewskich bywam często, ponieważ tam mieszkają moi rodzice. Wcześniej gospodarowali tam dziadkowie. Stąd też moje ogromne przywiązanie do tego uroczego, pod wieloma względami, miejsca. Uwielbiam spędzać czas na wsi, gdyż spokój, który tam odnajduję równa się temu, jaki dają mi góry. Tatry jednak mogę odwiedzić raz lub dwa razy do roku, natomiast Grądy, w sezonie letnim, w każdy weekend. Mam tam, dzięki tacie, namiastkę gór — drewniany mały domek, czy raczej altankę, w której wiszą aniołki i mobilizują mnie do pisania również o nich.
— Masz dwóch wspaniałych synów, siostrę i brata. Jak oni z Twoimi rodzicami zapatrują się na Twoje pisanie?
— Tak. Cieszę się, że rodzinę mam w komplecie. Grądy są właśnie miejscem, gdzie się najczęściej rodzinnie spotykamy. Najbliższym rzadko czytam swoje wiersze, obawiając się zapewne najbardziej ich oceny. Jednak, kiedy dochodzi do takich sytuacji, wówczas chwile te kończą się przeważnie wzruszająco. Moi rodzice są bardzo wrażliwi, choć mama bardziej skłonna, by to okazywać. Rodzeństwo i dzieci też gdzieś stoją obok. Wyjątkowa jest jedenastoletnia siostrzenica Natalka, mimo że pociąga ją bardziej rysowanie, niezmiennie zadziwia swoją dociekliwością w pytaniach o moje wiersze. Kto wie, może w przyszłości zilustruje mój tomik. Cichutko o tym marzę. Kiedyś myślałam, że rodzaj wrażliwości, jaki mają miłośnicy poezji, jest tylko ich domeną. Dziś już wiem, że tak nie jest. Mimo wszystko nie zamęczam rodziny swoją pasją pisania. Dlatego pewnie kiedyś jeszcze się zdziwią, chociażby ilością zapisanych stron.
— Aneto, masz za sobą pewien staż twórczości poetyckiej. Takim wyznacznikiem dorobku są tomiki wierszy. Masz przecież swoją „widownię” czytelniczą. Kiedy możemy się spodziewać książki poetyckiej?
— Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem wydawniczym Wydawnictwa św. Macieja Apostoła w Lublińcu, a ja, wybierając wiersze, sprostam narzuconym terminom, to tomik powinien ukazać się w październiku tego roku.
Trzeba jeszcze zrealizować projekt okładki, zaplanować jakiś rozsądny podział tematyczny i wszystko dokładnie sprawdzić, o czym wiedzą na pewno ci, którzy mają już na swoim koncie tomiki poetyckie. Natomiast ja dopiero się tego uczę.
— Myślę, że trudno być poetką w tych czasach. Czy zdarzyło Ci się nie zgadzać z pewnymi teoriami utartymi przez życie?
— Może nie jest trudno być poetą w tych czasach. Każdy, kto czuje w sobie jakieś poetycki zmysł może go wyrazić. Nikt mu raczej w tym nie przeszkodzi, a bynajmniej nie powinien. Chyba bardziej chodzi o to, że trudno być poetą, którego ktoś będzie chciał czytać, a co jeszcze trudniejsze, będzie chciał do jego twórczości wracać. Oczywiście, że nie zgadzam się z wieloma teoriami przez życie utartymi. Zwłaszcza często wchodzę w dyskusję z przysłowiami ludowymi. Wiele z nich mnie drażni. Zresztą to widać w moich wierszach. Nie każda teoria musi być mentalnie przyjęta. Czasem niezgoda na coś rozbudza do pisania i jest początkiem czegoś nowego.
— Aneto, jesteś widoczna w naszym mieście. Czy jest jeszcze coś, o czym chciałabyś powiedzieć?
—Czy jestem widoczna w mieście w sensie dosłownym, to chyba raczej nie. Może ze względu na dużą aktywność na profilu FB to i owszem, ale nie każdy ma do niego dostęp. Mimo wszystko cieszę się, że jako mieszkanka Bartoszyc mam tu swoje miejsce. A właściwie kilka ulubionych miejsc. Ale o tym też było już kiedyś w wierszu „Bartoszyce". Teraz tych miejsc jest więcej, bo i więcej we mnie miejsca na akceptację zastanej rzeczywistości.
— Myślę, że w tym miejscu jest dobry moment, abyś skierowała kilka słów w stronę Arka Monkiewicza, po pierwszej rocznicy Jego odejścia.
— Chciałabym mu podziękować za jego obecność w moim życiu, za jego twórczość i zagadnąć w jego stylu — poetycko.
Arkadiuszowi Monkiewiczowi
Wieczność
To dla mnie gorsze niż uprawa losu
Takie odejście nagle niespodziewanie
Wiem że codzienność nie szczędzi ciosów
Lecz nawet walizki nieprzygotowane
Ale dlaczego pytam po latach
Bez słów bez głębi i wyjaśnień
Jak skrzydło traci ptak co lata
Choć piórem ostatnim nie wygaśnie
Położę rumianki na Twoim grobie
Z nadzieją wpiętą w nie słoneczną
Walizki rozumiem niepotrzebne
W dali światełko - tli się wieczność
— Dziękuję za rozmowę.
Jerzy Sałata
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super rozmowa, super dziewczyna, pozdrawiam :)
Super rozmowa, super dziewczyna, pozdrawiam :)