W odnowionych murach bartoszyckiej biblioteki odbył się poetycko-muzyczny Wieczór Wspomnień Arkadiusza Monkiewicza. Pełna widownia pogrążona w zadumie słuchaczy, a z ekranu tamtej strony życia, przyglądał się im, Arek Monkiewicz.
Zgromadzonych widzów tęsknych przeżyć poetyckich, przywitała pani prezes Stowarzyszenia Integracji Osób Niepełnosprawnych w Bartoszycach Lucyna Jędryczka. W niecodziennym spotkaniu uczestniczyła pani Jadwiga Monkiewicz, mama Arka z całą rodziną, Andrzej Cieślak — prezes olsztyńskiego oddziału Związku Literatów Polskich, Krzysztof Hećman — zastępca burmistrza Miasta Bartoszyce, Magdalena Motylicka-Szostko — kierownik Działu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Bartoszycka Grupa Literacka „Barcja” wraz z Jerzym Sałatą, Feliksa Marianna Wiśniewska ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Bartoszycach, członkowie Grupy Literackiej Poetica z Klubu Wojskowego w Bartoszycach, członkowie Rotary Club Bartoszyce, lokalne media — Telewizję Kablową Bart-Sat, Gońca Bartoszyckiego oraz członków Stowarzyszenia Integracji Osób Niepełnosprawnych SION w Bartoszycach, a także wielu przyjaciół Arka.
Muzyka do wierszy Arka...
W pięknej scenerii adekwatnej do wieczoru wspomnień poddasza bibliotecznego tę niecodzienną uroczystość promocyjną wydanego tomiku wierszy Arka prowadziły panie Lucyna Jędryczka i Marlena Kulis. Wszystkie usłyszane wiersze czytała Aneta Przybyłek, a oprawą muzyczną tego spotkania zajął się niezmordowany na takie okoliczności Andrzej Białecki z drugą gitarą, czyli Dawidem Skibińskim – debiutuje i to na jakiej imprezie, tylko pozazdrościć. Andrzej śpiewał piosenki z tekstami Arka Monkiewicza, nie sądziłem, że aż tyle się ich znalazło. Spotkanie dobiega końca. Ostatni utwór Arka „Słowa dobrze, że jesteście”, Andrzej dopasował melodię „Domu wschodzącego słońca”, co starszą widownię zaskoczyło, bo nie raz w młodości słuchali tego utworu i dobrze się przy nim czuli i bawili. Tu mówię o swoim odczuciu.
Długo wyczekiwany, kolejny tomik Arka wreszcie ujrzał światło dzienne, dzięki wysiłkom i staraniu pani Lucyny Jędryczka, ale i Marleny Kulis. Tu dobrze jest też wiedzieć, że w pierwotnym stadium powstawania tomiku, ma też swój udział Jerzy Sałata. Bowiem pomagał Arkowi w wyborze wierszy na kształt tej książki.
To wydarzenie w życiu kulturalnym Bartoszyc ma swoisty wydźwięk, a nawet dzieje się lepiej, bo mamy tu kolejny dowód na to, że nasza Mała Ojczyzna, nie odbiega daleko od innych miast naszego województwa. Świadczy też o tym fakt, że samo zainteresowanie i przyjazd Andrzeja Cieślaka prezesa ZLP z Olsztyna, podniosło w miejscowej społeczności rangę tego wydarzenia i na długo pozostanie ono w sercach bartoszyczan, a także przyjaciół, znajomych Arka, którzy tego wieczoru znaleźli się w przyjaznej bibliotece.
Poetycko-muzyczny wieczór wspomnień, a przede wszystkim promocja tomiku wierszy Arka, został przygotowany przez stowarzyszenie SION. Prowadziły go nawet profesjonalnie, wspomniana już Lucyna Jędryczka i Marta Kulis. To one w przerwach po prezentacji wierszy przez Anetę Przybyłek, czy muzyczno-wokalnych popisach Andrzeja Białeckiego z Dawidem Skibińskim, przypominały życie i twórczość Arka. Nagłośnieniem uroczystości zajął się pracownik biblioteki Kamil Żerebny.
Miasto poetów
Swoje pięć minut miał też gość z Olsztyna, prezes ZLP Andrzej Cieślak. Napisał on Arkowi wstęp do jego tomiku. Tak się złożyło, że Arka już zabrakło, to Andrzej niejako zmuszony przez paskudny dowcip losu, napisał drugi wstęp, ale już pośmiertny. Podczas uroczystości promocyjnej tomiku Arka, Andrzej Cieślak, nie omieszkał zabrać głosu, a jego słowa zapamiętam na długo i polecam je innym, nawet krzewicielom kultury:
- Tak, jak dla Polski ważne są: Zagłębie Przemysłowe na Śląsku, Zagłębie Miedziowe na Dolnym Śląsku, na Mazowszu Zagłębie Teatralne, tak dla Warmii i Mazur ważne jest Zagłębie Literackie z siedzibą Zarządu w Bartoszycach. Miasteczko Poetów od kilkudziesięciu lat kojarzone z wiodącą w Polsce Grupą Literacką BARCJA, zrzeszającą reprezentantów wielu pokoleń aktywnych i nagradzanych twórców poezji i prozy, kochanków kapryśnej Pani Literatury. Stąd wywodzą się znakomici organizatorzy i inicjatorzy wzbogacający literacko Warmię i Mazury: Leonard Turkowski, Józef Jacek Rojek, Jerzy Górczyński, Jerzy Sałata i inni.
Jurek, Arek nie żyje...
Pani Jadwiga mówi z żalem na niesprawiedliwość jej losu, jaki spotkał ją w tym roku. Jeszcze bieżącym roku, w styczniu nagle straciła męża. Arek z początkiem lutego znalazł się w szpitalu. Walczył z przeciwnościami zdrowotnymi w trzech szpitalach i dopiero w maju opuszcza bartoszycką placówkę i zamieszkuje u swej mamy w Osiece. Jest dość słaby, by sam sobie nie poradził egzystując w małym, ale przytulnym mieszkanku w Bartoszycach.
Jest 12 lipca. Arek na ten dzień miał wyznaczoną wizytę u swojego lekarza. Prosił o zawiezienie do niego. Po wyjściu od medyka powiedział, że nie jest z nim tak źle i pojechaliśmy do jego mieszkania przy ulicy Słowackiego w Bartoszycach. Pomogłem wysiąść Arkowi z samochodu i zabrałem z niego bagaż. Wiele potrzebnych rzeczy, zabrał z Osieki.
Arek, po wielu miesiącach poczuł się, jak prawdziwy gospodarz domu. Piliśmy kawę i rozmawialiśmy o jego planach na przyszłość, o „Barcji”, także o Anecie… Mile o niej rozmawialiśmy, gdyż do „Barcji” wniosła dużo dobrego. Czas szybko biegł, a ja po godzinie miłej pogawędki, wróciłem do swojego świata. Arek został sam, w przeświadczeniu, że sobie poradzi…
O dziewiętnastej zabrzęczała moja komórka. Dzwonił Arek.
- Jurek, przyjedź do mnie na chwilę – Usłyszałem w słuchawce.
Nie wiedziałem co się dzieje, ale po dziesięciu minutach byłem już u niego, na Słowackiego. Był zakłopotany.
- Jurek, chodzi mi o to, żebyś mi pomógł z wersalki przesiąść się na wózek. Był zakłopotany swoją niemocą. Pomogłem. Choć z trudnością, bo Arek trochę ważył. Chciał sam sobie zrobić zakupy w pobliskim sklepiku. Powiedziałem, że pójdę i kupię co potrzeba. Uparcie twierdził, że już sobie poradzi. Na drugi dzień przyznał się przez telefon, że koleżanka-sąsiadka zrobiła zakupy.
13 lipca godzina dziewiąta rano. Dzwoni Arek z pytaniem, czy odwiozę go z powrotem do Osieki. Potwierdziłem i w chwilę po dwunastej, w południe zameldowałem się u niego. Był już przygotowany do drogi, razem ze swoją mamą, panią Jadwigą, która powiedziała: - Mówiłam, że sobie nie poradzisz !
Pomogłem przenieść bagaż do samochodu, a Arkowi usadowić się na przednim fotelu auta. Po chwili jechaliśmy w trójkę do Osieki… Jego mieszkanie zostało puste… Wszystkie znaki nie zapowiadały nic, że na zawsze…
Jesteśmy już w Osiece. Siedzimy przy podwórzowym stoliku, pod dachem schludnej wiaty, która rzuca na nas cień. Piekielny upał. Mama Arka przynosi herbatę, kawę i na osłodę jakieś ciastka. Rozmawiamy na różne tematy jak dzień wcześniej. Obojętne na upał cumulusy przetaczają się nad osieckim podwórzem, nad Monkiewiczów parcelą. Wytwarza to, piękny sielankowy nastrój. Wydawałoby się, że nic nie może zakłócić takiego spokoju, ciszy. Arek, co to rzucał od czasu do czasu dowcipem, nawet żartem sprośnym, droczył się ze swą bratową Anią. Tak się mieli ku sobie…
Czas gonił naszą rozmowę. Jeszcze o tym, jeszcze o tamtym. Jakoś nijak, było mi się zbierać. W końcu, komu w drogę… Pożegnałem się z Monkiewiczami, życząc im najlepszego i miłego popołudnia…
Już prawie spałem. Sen przygniótł mnie do poduszki, a rzeczywistość odlatywała ze mnie, ale telefon przywrócił mnie do świadomości, godziną dwudziestą drugą dwadzieścia.
- Słucham – odezwałem się do słuchawki, może zbyt kwaśno.
- Jurek, Arek nie żyje – powiedziała płaczliwym głosem Ania bratowa Arka, z którą paręnaście godzin wcześniej ze sobą się droczyli.
- Jak to nie żyje – już trzeźwo zapytałem.
- Nie żyje… - rozpłakała się.
Niemal do piątej rano zmagałem się z tą wiadomością, aż w końcu zmorzył mnie sen bezradności. Po godzinie znowu głupie myśli wędrowały mi po głowie „Arek nie żyje” – dotarło do mnie, że nie był to mierny dowcip, ale z pewnością nieoczekiwana prawda. Po pięciu miesiącach pustka po Arku nadal mnie dotyka...
Stanisław Rygarbski
Słowa dobrze, że jesteście!
Słowa, dobrze że jeszcze jesteście!
Poeci, dobrze że jesteście
gdy pióro przestaje być modne.
światłość i sens życia nam nieście
nadzieję i myśli swobodne.
Słowa jak kolorowe pawie
nie bądźcie Tylko powietrza drgnieniem,
nie mnóżcie się w mowie trawie
sercom bijącym dajcie pokrzepienie.
Na nagrobnych kamieniach
lśnijcie spokoju potęgą
chrońcie od zapomnienia
tych co za tęczową wstęgą.
Arkadiusz Monkiewicz
Żywot człowieka poczciwego
Nie jestem czarnym koniem
białych kruków nie tworzę
Swe skromne poletko chronię
i jak wół przy pługu orzę.
Nie mam forsy jak lodu
nie bywam na salonach
nie znałem zbytku za młodu
i skromnie po latach skonam.
Nie obżeram się kawiorem
koniaków nie smakuję
Żytnią kromkę potem solę
chudą biedą ją smaruję.
Rzadko w garnitur się stroję
a w moich portkach wiatr dmucha
skromne jest domostwo moje
w menu salceson… od święta siwucha.
Jednak gdy oglądam news-y
widząc bagno z ptasim mlekiem
myślę – mój świat też ma plusy –
tutaj mogę być człowiekiem.
Arkadiusz Monkiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze